
Obudziłam się pewnego zimowego ranka z przerażającą świadomością, że coś jest nie tak. Powoli zaczynałam sobie uświadamiać dziwny, nieznany mi wcześniej rodzaj bólu, który promieniował przez całą moją prawą rękę, od obojczyka aż po dłoń. Każdy ruch przynosił nowe doznania — brak czucia w dwóch palcach oraz przeszywający, rozchodzący się falami ból. Wcześniej był zlokalizowany jedynie w łokciu, który przez długi czas ignorowałam, licząc, że „samo przejdzie”. Tym razem jednak wszystko było inaczej. Było gorzej.
Zaczęłam się zastanawiać, co mogę zrobić, aby sobie pomóc. Pierwszą myślą było wykorzystanie technik jogi powięziowej, która już nieraz pomogła mi w uwalnianiu napięć. Nawet nie przyszło mi do głowy, aby sięgnąć po leki przeciwbólowe, których i tak nie miałam w domu. Skupiłam się na swoim ciele i szukaniu sposobu, by przynieść sobie ulgę.
Przygotowanie: klucz do ulgi
Kierując się intuicją i dotychczasowym doświadczeniem, położyłam się w wygodnej pozycji Śvasany, upewniając się, że moje ciało jest całkowicie podparte i jest mi wygodnie. Ważne było dla mnie zapewnienie maksymalnego komfortu. Zminimalizowałam wszelkie możliwe zewnętrzne bodźce: zadbałam o ciszę, a na oczy położyłam woreczek z lawendą. Ten prosty dodatek miał dwa cele — odciąć światło, by uspokoić zmysły, i wprowadzić subtelne wyciszenie dzięki kojącemu zapachowi lawendy.
Leżąc w Śvasanie, skupiłam całą uwagę na obserwacji swojego ciała. Powoli przesuwałam uwagę od stóp po czubek głowy, sprawdzając, gdzie występują napięcia. To nie było łatwe — ból, który odczuwałam, był wszechogarniający, ale wiedziałam, że tylko w pełnym rozluźnieniu ciało może rozpocząć proces naprawy.
Obserwacja bólu: zmiana podejścia
Zaczęłam uważnie obserwować ból w ręce, pozwalając sobie na rolę biernego obserwatora, zamiast z nim walczyć. Na początku intensywność bólu była przytłaczająca — na skali od 1 do 10 wynosiła 12. Było to uczucie niemal nie do zniesienia. Czułam, jakby moja ręka płonęła żywym ogniem, a jednocześnie miałam wrażenie, jakby wbijały się w nią rozżarzone szpikulce. Każda sekunda obserwacji pogłębiała świadomość tego, jak różnorodny i wszechogarniający był to ból.
Mimo to trwałam w Śvasanie, skupiona na obserwacji. Stopniowo zaczęłam zauważać zmiany w charakterze bólu. Na krótkie momenty jego intensywność malała, a potem znów wracała. Te chwile ulgi stawały się coraz dłuższe, a ból z czasem zmniejszył się do poziomu 10. To było małe, ale znaczące zwycięstwo.
Nieoczekiwane trudności i wytrwałość
Niestety, wkrótce zaczęłam odczuwać ból także w lewej ręce. Tym razem miał on inny charakter — czułam, jakby moja ręka była zgniatana, jakby coś ciężkiego na niej leżało, a jednocześnie miałam wrażenie, że powoli zaczynam tracić w niej czucie. Chociaż intensywność bólu była mniejsza (około 8 w skali od 1 do 10), jego charakter sprawiał, że wydawał się bardziej nieznośny. Ta kumulacja sprawiła, że moje skupienie zostało zakłócone. Postanowiłam przerwać i kontynuować sesje następnego dnia.
Kiedy zdjęłam woreczek z oczu, byłam zaskoczona — na zewnątrz zapadła już noc, chociaż do pozycji Śavasany położyłam się w pełnym świetle dziennym. Spojrzałam na zegar i odkryłam, że minęło 2,5 godziny. Wydawało mi się, że leżałam tak zaledwie 20 minut.
Kolejne dni pracy z bólem
Kontynuowałam swoje praktyki przez kolejne dwa dni. Ból powoli ustępował. Pierwszego dnia jego intensywność spadła z 10 do 8, a następnego dnia do poziomu 5. Był to moment, w którym mogłam wprowadzić delikatne ćwiczenia, by wspomóc regenerację. Czucie w palcach ostatecznie wróciło dopiero po pół roku, ale tak intensywne dolegliwości nigdy nie powróciły. Dzięki temu doświadczeniu utwierdziłam się w przekonaniu, że praca z ciałem i umysłem to kierunek, który warto zgłębiać.
Inspiracja z niespodziewanego źródła
Kilka lat później usłyszałam w podcaście Ajahna Brahma, mnicha buddyjskiego, historię o tym, jak poradził sobie z bólem zęba w głuszy, bez leków ani dostępu do dentysty. Jego podejście do obserwacji bólu było niemal identyczne do tego, co sama stosowałam. Ta historia tylko wzmocniła moje przekonanie, że świadoma praca z ciałem i umysłem ma ogromny potencjał leczniczy.
Podsumowanie
Joga powięziowa nie zastępuje interwencji medycznych w przypadku poważnych schorzeń, ale może być potężnym narzędziem wspierającym ciało w procesie zdrowienia. Moje doświadczenie pokazało, jak wielka jest moc świadomej obserwacji, rozluźnienia i uważności w radzeniu sobie z bólem. Dzięki temu wydarzeniu pogłębiłam swoją wiedzę i umocniłam wiarę w naturalne metody pracy z ciałem i umysłem.
Z czułością i miłością
Kasia
