
Ogród i granice
– lekcja odwagi, którą dają nam koty
Łatka i Lucky – o granicach, które uczą odwagi
Obserwowanie moich kotek nakłoniło mnie ostatnio do pewnej refleksji.
Mam dwie kotki – Łatkę i Lucky.
Łatka – ta silniejsza, większa, codziennie rano obchodzi ogród i zaznacza teren. Mała terrorystka, która lubi mieć wszystko pod kontrolą. Lucky – krucha, bez ogonka i bez zębów, za to z ogromnym sercem. Często domaga się czułości, ale kiedy przychodzi co do czego… to właśnie ona pokazuje pazur.
Nie pałają może do siebie wielką miłością, ale czuć między nimi pewien rodzaj kociego porozumienia.
Mają swoje zasady, swoje granice i – o dziwo – świetnie wiedzą, kiedy je wyznaczyć, a kiedy ustąpić.
Lekcja z ogrodu
Czasem w ogrodzie pojawia się „intruz” – obcy kot, który postanawia sprawdzić, co słychać na naszym terenie. Biedaczek nie wie, że w tej przestrzeni są dwie strażniczki, broniące własnego terytorium. Każda na swój sposób.
Lucky, ta drobna i bez zębów, pierwsza rusza do obrony. Bez wahania, bez lęku, przegania nieproszonego gościa. Z pełnym przekonaniem, że broni swojego świata.
Łatka, większa i silniejsza, czasem dołącza do walki z drugiego rzędu… a czasami
potrafi schować się do szuflady łóżka – jej prywatnego sanktuarium bezpieczeństwa –
i przeczekać.
Dwie różne reakcje. Dwa sposoby ochrony.
I obie – pełne troski o siebie.
Patrzyłam na nie i pomyślałam:
każdy z nas ma w sobie coś z Łatki i coś z Lucky.
Tę część, która się chowa, i tę, która walczy.
Czasem chowamy się, żeby się ochronić.
Czasem wychodzimy naprzeciw temu, co trudne.
I jedno, i drugie jest przejawem siły.
Granice w relacjach
To, co dzieje się w moim ogrodzie, od jakiegoś czasu działo się też w mojej przestrzeni.
Bronienie swojego terytorium stało się dla mnie tematem powracającym – w relacjach, w pracy, w codzienności.
Zawsze wierzyłam, że dobra relacja to dawanie.
Więc dawałam – czas, uwagę, serce.
Latami. Często ponad własne siły.
Pewnego dnia zauważyłam, że nie ma w tym wzajemności.
Że moje „tak” służy tylko innym, a mnie coraz bardziej osłabia.
Postawiłam granicę.
Nie z gniewu – z troski.
Wycofałam się, jak Łatka, do swojej „szuflady” spokoju.
Nie dlatego, że się poddałam, ale dlatego, że chciałam się ochronić.
Oczywiście – w oczach innych stałam się tą „gorszą”, „niewygodną”.
Ale w sercu wiedziałam, że to najczystsza forma miłości do siebie.
Granice w pracy
Podobną lekcję przyniosła mi praca.
Na początku wydawała się miejscem, gdzie człowiek ma znaczenie, gdzie fundamentem są relacje i współpraca.
Ale z czasem zaczęłam czuć, że to, co miało być żyzne, wysycha.
Zamiast współpracy – polecenia.
Zamiast partnerstwa – wygodne odsunięcie.
Przestrzeń, która miała być wspólna, zaczęła się kurczyć.
Najpierw między słowami, potem coraz wyraźniej.
Obietnice bez pokrycia.
Decyzje podejmowane za moimi plecami.
Słowa, które traciły znaczenie, zanim zdążyły wybrzmieć.
Czułam, jak moje ciało zaczyna krzyczeć: „To nie jest twoje miejsce.”
Jakby ktoś wszedł do mojego ogrodu, zadeptał świeżo posiane nasiona
i jeszcze twierdzi, że przecież nic się nie stało.
I wtedy – jak Lucky – wyszłam z ukrycia.
To nie była decyzja z głowy, tylko z serca.
Proces. Najpierw wycofanie – Łatka. Potem działanie – Lucky.
Dwie energie, które razem stworzyły równowagę.
Postawiłam granicę. Odeszłam.
Ogród, który potrzebuje spokoju
Czasem, żeby naprawdę poczuć swoją siłę, trzeba pozwolić sobie na ciszę.
Na zatrzymanie. Na zamknięcie furtki.
Odwaga nie zawsze wygląda jak walka.
Czasem to ciche „nie”, które drży w gardle, ale chroni twoje serce.
Bo ogród naszej duszy potrzebuje przestrzeni, by coś mogło w nim na nowo zakiełkować.
Stawianie granic to nie walka przeciwko komuś.
To troska o siebie.
Jak pielęgnacja własnego ogrodu — z miłością, ale i z mądrością.
Zrozumiałam, że:
A Ty?
A Ty – kogo wpuszczasz na swój ogród?
Czy pozwalasz, by inni deptali Twój trawnik, zasiewali w Tobie lęk, poczucie winy, bezradność?
Czy potrafisz, jak Lucky, stanąć na środku trawnika i powiedzieć: „Dość. To moje miejsce.”
A może potrzebujesz, jak Łatka, czasu w szufladzie – by zebrać siły i przypomnieć sobie, że Twoje „nie” też jest aktem miłości?
Granice to nie mur.
To miękka, mądra siła, która mówi:
Tu stawiam granicę. To jest moja przestrzeń.
