„Choćbym szedł ciemną doliną” – jak zaufanie może zmienić nasze życie, gdy odpuścimy kontrolę

Obrazek kobiety w sukience która patrzy na dolinę zasłoniętą mgłą a z poza mgły wyłania się słońce.

„Choćbym szedł ciemną doliną”

– jak zaufanie może zmienić nasze życie, gdy odpuścimy kontrolę

Zaufanie zaczyna się tam, gdzie kończy się kontrola

Zaufanie.
Proste słowo — dopóki życie nie postawi Cię w sytuacji, której nie da się ani zaplanować, ani przewidzieć.

Wtedy umysł zaczyna wariować: analizować, przewidywać, tworzyć czarne scenariusze.
Przez lata dokładnie tak funkcjonowałam.
W chwilach lęku wybierałam plan zamiast pokoju, kontrolę zamiast zaufania.

A każdy plan dawał tylko krótkotrwałe poczucie bezpieczeństwa.
Właściwie — iluzję bezpieczeństwa.
Po niej napięcie wracało ze zdwojoną siłą.
Zrozumiałam to dopiero wtedy, gdy życie odebrało mi możliwość kontrolowania czegokolwiek.

Był taki moment — jeden z najtrudniejszych w moim życiu — kiedy czułam się całkowicie bezsilna.
Musiałam podjąć decyzję, a jednocześnie paraliżował mnie strach: przed przyszłością, konsekwencjami, nieznanym.
Nie mogłam znaleźć w sobie spokoju.

Pewnego wieczoru, podczas zwykłej, medytacji, pojawiły się słowa.
Zupełnie niespodziewanie, jakby spoza myśli:

„Choćbym szedł ciemną doliną…”

Zatrzymały mnie w miejscu.
Brzmiały znajomo, choć nie potrafiłam od razu przypomnieć sobie, skąd je pamiętam.
Zaczęłam szukać, czytać, drążyć — bardziej z potrzeby zrozumienia niż z ciekawości.

Psalm, który przyszedł sam

„Pan jest pasterzem moim, niczego mi nie braknie…
Choćbym nawet szedł ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.
Laska Twoja i kij Twój mnie pocieszają.”
(Psalm 23, 1.4)

Kiedy to przeczytałam, poczułam… ulgę?
A może raczej coś, co przypominało pierwszy oddech po długim zanurzeniu.
Jakby ktoś szeptał:

„Możesz oddać ten ciężar. Nie musisz dźwigać go sama”

Psalm nie obiecuje łatwej drogi.
Obiecuje Obecność.
Kogoś, kto jest przy Tobie — ale żeby to poczuć, trzeba zrobić miejsce.
Trzeba zaufać.

A ja mimo wszystko walczyłam.
Chciałam natychmiastowych, klarownych odpowiedzi..
A odpowiedzi przychodziły dopiero wtedy, gdy puszczałam kontrolę.

Przychodziły w ciszy.
W pojedynczych wersetach.
W ludziach, którzy pojawiali się „przypadkiem”.
W zdarzeniach, które pchały mnie naprzód.
W sygnałach, które widziałam dopiero, gdy przestawałam stawiać opór.

Z czasem spokój zaczął wracać.
Nie dlatego, że lęk zniknął — on nadal był.
Ale przestał mnie zatrzymywać.

Pojawiła się maleńka szczelina światła.
Wystarczająca, żeby zrobić jeden krok w stronę, której wcześniej się bałam.
A potem kolejny.

Najtrudniej jest…zaufać

Zaufanie nie polega na braku lęku.
Polega na tym, że idę dalej mimo lęku.
Oddanie kontroli nie jest rezygnacją.
To ciche uznanie, że nie wszystko zależy ode mnie — i że to jest w porządku.

Bo kiedy przestajemy obsesyjnie przewidywać przyszłość, zaczynamy zauważać teraźniejszość — chwilę, która właśnie trwa.
A w niej — siebie: emocje, intuicje, sygnały ciała, delikatne podszepty serca, wcześniej zagłuszone strachem.

Decyzje, które zmieniają kierunek drogi

Patrząc wstecz, widzę wyraźnie:
gdybym wtedy nie była „zmuszona” do podjęcia decyzji, tkwiłabym tam do dziś.
W tym, co mi nie służyło.
W tym, co dawało tylko pozorne bezpieczeństwo

Podjęłam ryzyko — i poczułam ulgę.

A potem życie znów postawiło mnie przed trudnymi wyborami.
Strach wracał, ale ja byłam bardziej uważna.
Szybciej wychwytywałam momenty, w których umysł próbował zepchnąć mnie w przepaść czarnych scenariuszy.
I gdy kolejny raz stanęłam przed decyzją — znów przyszła ulga.

Zrozumiałam wtedy coś ważnego: ulga nie jest przypadkiem.
Często jest sygnałem, że krok — nawet jeśli pełen obaw — był właściwy.

Zaczęłam dostrzegać, że życie nie stawia nam trudności po to, by nas zatrzymać.
One są po to, byśmy dojrzewali — mądrzejsi, głębsi, bardziej świadomi.

Jak uczyć się zaufania?

Zaufanie rośnie w praktyce, nie w teorii.
W każdym kroku podjętym mimo obaw.
W każdym „nie wiem, ale idę”.

Dla mnie to codzienna praktyka:

wyciszenie umysłu,
medytacji,
puszczanie potrzeby kontroli,
bycie tu i teraz,
wdzięczność za to, co już mam
obecności

To proces, nie jednorazowe olśnienie.
Czasem czuję pokój, czasem znów walczę.
A potem przypominam sobie, że nie muszę — i to też część drogi.

Na koniec – refleksja

Czy już w pełni ufam? Nie.
Ale dziś wiem jedno: zaufanie dojrzewa w drodze — w doświadczeniu, nie w zatrzymaniu.

Każda trudniejsza sytuacja, która pojawia się na naszej ścieżce, jest mostem między lękiem a odwagą.
Zostanę po tej stronie… czy pójdę dalej?
Czasem największą odwagą jest zrobić pierwszy krok właśnie wtedy, gdy najbardziej się boimy.
To jak przejście przez ciemną dolinę — nie widzimy jeszcze światła na końcu, ale ufamy, że ono tam jest i prowadzi nas dalej.

A jednak słowa Jezusa przypominają coś jeszcze:

„Nie możesz mi zaufać i bać się jednocześnie. Idź z wiarą przed siebie, a Ja ci zawsze pomogę.”

I może to właśnie powinniśmy robić.
Krok po kroku.
Z odwagą większą niż lęk.

I miłością
KaM-Sira