Zrzutka na remont poddasza
– moje marzenie o studiu jogi
Moje marzenie o studiu jogi – iskierka która nie gaśnie
Zanim opowiem Ci o moim marzeniu, chcę podzielić się pewną historią.
Była sobie mała dziewczynka — miała może sześć lat.
Siedziała w szkolnej ławce, stopy ledwo dotykały podłogi, a ręce nerwowo bawiły się końcem fartuszka.
Nauczycielka zadała pytanie całej klasie:
„Kim chcecie zostać, kiedy dorośniecie?”
Dzieci wymieniały zawody – strażak, pielęgniarka, nauczycielka…
Każde słowo brzmiało pewnie, wyraźnie, jakby już czuły ciężar dorosłego życia.
A ona – niepewnie, z drżącym głosem, ale z nadzieją w sercu – wyszeptała:
„Baletnicą.”
Klasa wybuchła śmiechem.
Nikt wtedy nie wiedział, że aby tańczyć jak baletnica, potrzeba ciała elastycznego, pełnego wdzięku i swobody — wolnego od napięć i dyskomfortu.
Ciała, które nie zna bólu i nie wymaga naprawy.
Ta dziewczynka dorosła.
Nie została baletnicą.
Ale po latach, poszukiwań, bólu i uzdrowień, zrozumiała, że to dziecięce marzenie nigdy nie było tylko o tańcu.
Było o wolności.
O ciele, które czuje lekkość.
O ruchu, który staje się medytacją.
I choć jej ścieżka potoczyła się inaczej, w sercu zawsze nosiła pragnienie stworzenia miejsca, w którym każdy mógłby poczuć tę wolność.
Tak zrodził się pomysł na studio jogi na poddaszu.
Zaczęłam tworzyć tę przestrzeń – widząc oczami wyobraźni każdy jej detal.
Miejsce, w którym ludzie mogą po prostu być.
Bez presji. Bez porównań. Bez udawania czegokolwiek – w zgodzie z tym, co naprawdę czują.
Prace ruszyły powoli – z sercem i własnymi siłami.
A potem przyszła pandemia.
Wszystko stanęło.
Zamarły plany, zajęcia, ludzie – i poddasze, które miało tętnić życiem, również zapadło w ciszę.
Ale marzenia nie umierają. One tylko czekają na odpowiedni moment.
To moje wciąż żyje. Tli się, jak mała iskierka.
Dziś poddasze stoi w bezruchu i wciąż czeka, aby zamienić się w miejsce pełne ludzi — takie, w którym może nawet Ty odnajdziesz to, czego być może szukasz, choć jeszcze o tym nie wiesz: chwili dla siebie.
To nie ma być kolejne studio jogi.
To ma być przestrzeń, w której można na chwilę się zatrzymać i odetchnąć od codzienności.
Dla tych, którzy noszą w sobie napięcie, ból, zmęczenie życiem.
Dla tych, którzy chcą znów poczuć się dobrze we własnym ciele.
Dla tych, którzy pragną wrócić do siebie – łagodnie, bez przymusu, z uważnością.
Wierzę, że to poddasze może stać się miejscem, w którym każdy może odzyskać spokój, ucząc się słuchać siebie.
Dlatego, jeśli czujesz już tę przestrzeń i chcesz w niej uczestniczyć, zajrzyj na stronę mojej zrzutki.
Zobacz, co jeszcze trzeba zrobić, by wizja małej dziewczynki mogła się urzeczywistnić.
By po przekroczeniu progu tego poddasza można było poczuć:
„Tu jest moje miejsce.”
Z miłością i wdzięcznością,
Kasia❤️
Tu jest miejsce na Twoje imię, logo lub nazwę Twojej firmy
– w podziękowaniu za to, że pomagasz.

